Forum RAGDOLL'owo, czyli wszystko o RAGDOLLACH Strona Główna
RejestracjaSzukajFAQUżytkownicyGrupyGalerieZaloguj
Nowe koty Dworskie na forum
Idź do strony 1, 2, 3 ... 17, 18, 19  Następny
 
Odpowiedz do tematu    Forum RAGDOLL'owo, czyli wszystko o RAGDOLLACH Strona Główna » KOT DOMOWY i INNE ZWIERZAKI Zobacz poprzedni temat
Zobacz następny temat
Nowe koty Dworskie na forum
Autor Wiadomość
emanka
Ambitny



Dołączył: 28 Kwi 2009
Posty: 266
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warszawa

Post Nowe koty Dworskie na forum
witam ponownie,

zostałam zaproszona do działu kot domowy, więc spieszę w nim przedstawić moje koty dworskie (nie lubie jakoś określenia dachowe, bo też i moje koty w życiu na dachu nie były jak sądzę... ) a domowy... no cóż wszytkie są domowe, które nie są bezdomne, rasowe też są domowe, taka tam moja logika.

a teraz moje buraki:

pierworodny - Emil, lat 6
wynik mezaliansu. Babcia mojej przyjaciółki postanowiła sobie na starość kotke hodowlaną kupić, rasy plaskacz (czytaj: pers), żeby mieć takie słodkie malutkie kotecki i uciechę z nich. Co postanowiła to też i uczyniła, a przyjaciółka moja szanowna całe życie bezdomne koty dokarmiała pod domem (domkiem jednorodzinnym), jakoś przypadkowo w większości czarne. Po nieudanym kryciu matki mojego przyszłego kota kocurem jakimś tam zacnym (podobno Matyldzia szanowna tak kocura sprała, że właścicielka owego, odwiozła kandydatkę skąd przybyła....), Matyldzia postanowiła puścić się z czarnuchem jakimś... i powiła dwa kociaki jeden bardziej plaskaty i łaciaty jak krowa, podobny bardziej do mamusi, drugi cały czarny- moje małe Emilątko.
Kotka została wykastrowana, babcia wytykając kotce od kobiet(?) lekkich obyczajów, kotkę na sterylke zawiozła, jak tylko ta karmić przestała. A z przychówku - jeden kociak ostał się tam gdzie był się narodził, drugi, znalazł się u mnie (nie bez moich oporów, bo trzeba wam wiedzieć, że kota w domu to ja wcale mieć specjalnie nie chciałam, rozpaczałam jeszcze po śmierci mojej ukochanej suni, ale jak przyjaciółka postawiła mnie pod murem, powiedziałam dobra przywieź na próbe - o ja naiwna!!!! - ale czarny cały niech będzie jak czarna była moja sunia).
Emil jest kotem..... pięknym , wielkiego serca, opiekun, przywódca stada - bezzębny (zęby wyszły na spacer i nigdy nie powróciły), ale przywódca, o usposobieniu wrażliwym bardzo, i strachliwym co powoduje maaaasę ciekawych przygód tegoż obywatela - popisowym numerem jest zwalenie się na podłogę, przechodząc ze stolika kawowego na kanapę, odległość do pokonania: 15 cm..... - nie wiem jak on to robi, ale zawsze jakoś tak się zachwieje, zahibocze, zakołysze i któraś noga ucieka i.... łup!! Ale dzięki temu (między innymi) to najsłodsze stworzonko na świecie!!
a oto on:
[link widoczny dla zalogowanych]

c.d.n.
Czw 18:16, 30 Kwi 2009 Zobacz profil autora
Bazylia
Legendarny Kociarz



Dołączył: 17 Sie 2006
Posty: 7257
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 1/3
Skąd: Szczecin

Post
Zapowiada się bardzo ciekawie...Wesoly
Czarne kociątko z wielkimi złotymi oczyskami Wesoly
Czekamy na ciąg dalszy.
Czw 18:54, 30 Kwi 2009 Zobacz profil autora
kamisia
Legendarny Kociarz



Dołączył: 24 Cze 2008
Posty: 9114
Przeczytał: 18 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Post
Emanka już nas przetrzymałaś !!! nadawaj dalej
Czw 21:29, 30 Kwi 2009 Zobacz profil autora
irena
Doświadczony



Dołączył: 28 Sty 2008
Posty: 1080
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Post

Fajnie piszesz.
Witamy cieplutko.
Pią 1:40, 01 Maj 2009 Zobacz profil autora
kesja
Pasjonat



Dołączył: 19 Mar 2007
Posty: 778
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Szczecinek, woj.zachodniopomorskie

Post
cudny opis, bede sledziła wątek z zainteresowaniem
Pią 5:37, 01 Maj 2009 Zobacz profil autora
emanka
Ambitny



Dołączył: 28 Kwi 2009
Posty: 266
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warszawa

Post
dzięki za miłe słowa i podczytywanie

część druga opowieści:

Wiewióra.
czyli historia Miszki

Miszon ma 5 lat. Trafił do mnie, bo stwierdziłam, że biedne Emilątko całymi dniami siedząc w domu, nudzi się okrutnie.
Znalazłam ogłoszenie, że ktoś chce oddać kociaki, pojechałam, objerzałam, zakochałam się w takim małym wypierdku (jak się poznaliśmy miał miesiąc, ale udało mi się przekonać ludzi, żeby przynajmniej z miesiąc kociaka przetrzymali, że ja go na pewno zabiore). Miszka mieszkał w stajni i jak wróciłam po niego za miesiąc był już ogrąglutką kuleczką przypominającą bardziej kota niż chomika. Oczywiście nie obyło się bez kłopotów. Okazało się, że Miszka (ktróy miał mieć na imię Eryk, ale z powodu swojego lichego wyglądu został przechrzczony na mysze, a że na mysze nie chciałam się zgodzić, więc zotał Miszką) ma nadzwyczaj rozwiniętego i dorodnego świerzba w uszyskach, pchły takie, że się ruszała cała jego mała kocia skórka - osobiście wiskalam koteczka i zabiłam 15 pcheł dorodnych..., życie wewnętrzne miał równie bogate, o czym przekonałam się przy pierwszym kuwetkowaniu. Jak udało nam się opanować robalową sytuację okazało się, że kociak jakoś się dziwnie zachowuje, nie je, a ma na maksa rozwolnienie, brzuch wzdędy, i płynny ewidentnie, temperatura trupka...... powiało grozą, bo pierwsze podejrzenie to FIP ..... na szczęście po długim i bolesnym dochodzeniu przyczyny takiego stanu zdrowia i walkach o wiewiórke okazało się, że to ostra alergia pokarmowa (na kurczaka, pszenice, śledzie) i po wykluczeniu alergennego pokarmu kot wrócił do żywych. A trwało to trochę, rude moje mając pół roku ważyło 0,5kg!! i wyglądał jak pękaty brzuszek na chudych nóżkach.
Opisuję (trochę przydługo ) historię zdrowia mojego rudego promyczka, bo wydaje mi się, że długotrwałe chorowanie wpłynęło na jego harakter.
Bo rude moje jest wiecznym kociakiem, dużym dzieckiem, który zupłnie zdaje się nie przejmować swoim potężnym wzrostem i wagą (prawie 5,5 kg). Rudy jest wszędzie tam gdzie są ludzie, jak chce wchodzi sobie na człowieczą głowę, wspina się po domownikach jak po pniu... jest bezczelny, głupiutki i przez to najsłodszy na świecie. Jest dużym dzieckiem i zachowuje się jak kocie dziecko, wydaje mi się, ze on po prostu nigdy nie wydoroślał....przegapił ten moment, bo chorował.
Z Emilem kochają się jak wariaty, chociaż mają zupełnie odmienne temperamenty, jednen spokojny, opanowany, wyważony, przywódca stada, o gołębim sercu. Drugi szalaput, wariat, chodząca energia, wiecznie zadowolony z siebie i życia młodzieniaszek.
Misza ciagle Emilka straszy, często wyskakkuje mu gdzieś zza winkla i Emiś biedny kiedyś przez wariata zawału dostanie, ale wystarczy ze przez chwile się nie widzą, zaraz się szukają, czułości sobie nie okazują, chociaz rudy czasami przez chwile liże Emila.

Właściwie to mogłam się domyślić, jaki charakterek moja wiewióra będzie miała po pierwszym spotkaniu chłopaków, a było to tak:
z kontenera wyskoczyło zasrane (w transporcie się był kotecek zdenerwował) małe rude "coś" i pogalopowało wprost na mniej więcej 5-kronie większe przestraszone kocisko, który w życiu takiego potfoora nie widział . Emil zrobił się jeszcze większy, ogon mu się zrobił jak u... ragdolla i zaczał zwiewać ile sił w nóżkach, a rooda doopa za nim!! tak bokiem galopując wpadł na zagonionego w róg Emiśka, obsyczał go ofukał i odszedł z obsranym ogonem zadartym w góre. Emil dopiero jak doszedł do siebie, po chwili dobrej, ruszył po zemstę!! Sprał rudego i oddalił się z miną zwycięzcy.....
i tak mniej więcej ich układy wygladają do dziś, Emil na wiele rudemu pozwala, bo traktuje go jak tego młodego, ewidentnie mu pobłaża (wiem jak dziwnie to brzmi). Ale i tak koniec końców, to czarnuch jet szefem.

no i na koniec zdjęcia mojego rudego świra:
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
Sob 17:18, 02 Maj 2009 Zobacz profil autora
Bazylia
Legendarny Kociarz



Dołączył: 17 Sie 2006
Posty: 7257
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 1/3
Skąd: Szczecin

Post
O rany, malo co nie wpadłam pod stół ze śmiechu czytając o pierwszysm spotkaniu wiewiórki z czarnuszkiem . To musiało nieziemsko wyglądać

Rudzielec przepiekny
Jest taka seria artykułów w miesięczniku KOT - jak z brzydkiego kaczątka wyrasata łabądź. Rudy tu by się nadawał, bo poczatek swojego życia rzeczywiście miał bardzo, bardzo nieciekawy... Fajnie, ze trafił na Ciebie, wywaliłaś precz wszelkie robaczyska i inne świwerzbowce... blee. Widać, że kot przeszczęśliwy
Ach te rudzielce, one maja coś w sobie. Nie sposób ich nie kochać.
Sob 19:14, 02 Maj 2009 Zobacz profil autora
emanka
Ambitny



Dołączył: 28 Kwi 2009
Posty: 266
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warszawa

Post
Bazylia napisał:
O rany, malo co nie wpadłam pod stół ze śmiechu czytając o pierwszysm spotkaniu wiewiórki z czarnuszkiem . To musiało nieziemsko wyglądać

ja nie wiedziałam czy się śmiać, czy płakać, czy rzucać się na pomoc...... w pierwszej chwili nie wiedziałam kogo ratować.... potem stwierdziałm, że kurde moze jednak to rude... bo mniejsze i całe od pcheł chodzi, no i on tak szybko nie biegnie jak to czarne, które przemieszcza sie nagle dla odmiany z prędkością światła było zabawnie, zwłaszcza że kot atakujący bokiem absolutnie mnie rozbraja Ya winkles a ta czarna pierdola taka bidna przestraszona była

i szczerze mówiąc rudy nigdy łabadkiem nie był, nigdy o nim tak nie myślałam, on po prostu był chory...

za to łabądkiem jest zdecydowanie Mania, mój trzeci kot, o której zamierzem napisać w trzecim odcinku sagi o moich dworakach. Dziewczyny z forum.miau - do którego należymy, namawiały mnie żebym o niej napisała do kotach, ale jakoś nigdy się nie zebrałam, no w każdym razie na wątku labądkowym Maryśka jest.
Sob 21:41, 02 Maj 2009 Zobacz profil autora
kamisia
Legendarny Kociarz



Dołączył: 24 Cze 2008
Posty: 9114
Przeczytał: 18 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Post
i znowu przeczytałam jednym tchem.... Rolling eyes masz naprawdę nietuzinkowy dar opisywania dlatego proszę pisz......a my w zamian obiecujemy czytać,czytać ,czytać
Sob 22:38, 02 Maj 2009 Zobacz profil autora
Luna
Ambitny



Dołączył: 31 Paź 2007
Posty: 223
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Post
Super koteczki Heart a to co piszesz- swietne
Nie 11:21, 03 Maj 2009 Zobacz profil autora
emanka
Ambitny



Dołączył: 28 Kwi 2009
Posty: 266
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warszawa

Post
kamisia napisał:
i znowu przeczytałam jednym tchem.... Rolling eyes masz naprawdę nietuzinkowy dar opisywania dlatego proszę pisz......a my w zamian obiecujemy czytać,czytać ,czytać



dzięki

historia Maryśki jest trochę dluższa i bardziej żewna, więc muszę się do niej zebrać, ale na pewno to zrobię, żeby na forum był pełen opis mojego domowego wariatkowa kociego Ya winkles
Nie 11:25, 03 Maj 2009 Zobacz profil autora
pumka
Początkujący



Dołączył: 24 Mar 2009
Posty: 74
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kraków

Post
To wspaniałe, że Twoje koty mają takiego opiekuna bo przecież nie właściciela Mruga
Moja łaciata kocica w podobny sposób przyjęła młode małe do domu. Też pamiętam, że nie wiedziałam kogo ratować czy po prostu zostawić w spokoju. Jak widać one potrzebują czasu i jakoś się dogadają.

Masz genialny avatar Wesoly
a Twój rudy - piękny i te oczy


Ostatnio zmieniony przez pumka dnia Nie 11:45, 03 Maj 2009, w całości zmieniany 1 raz
Nie 11:40, 03 Maj 2009 Zobacz profil autora
emanka
Ambitny



Dołączył: 28 Kwi 2009
Posty: 266
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warszawa

Post
część III opowieści:
historia z łezką, czyli historia Marysi.

Mania ma około 5-6 lat.
trafiła do mnie ponad 3 lata temu, w kwietniu 2006
A zaczłęo się od tego, że przeglądając forum.miau, natrafilam na wątek Lidki (z Fundacji KOT z Torunia) o koteczce, którą znalazł jej TZ na spacerze z ich psiakiem (znajdą nomen-omen).
A kotka była naprawdę wyjątkowa, młodziutka, biała dama, bez śladu innego koloru, ale słysząca, Mania ma zielone oczka.
Koteczka była w opłakanym stanie, coś wyrzuciło ją w jedną z cięższych ostatnimi laty zim w lutym 2006, dokładnie wykopało jak stwierdził wet - kotka była ewidentnie skopana, miała punktowe uderzenia, wiec nie był to tylko nieszczęśliwy wypadek. Mańka miała złamane biodro, ma wybite dwa zęby (w tym górnego kła), ponieważ nie mogła się ruszać, nie mogła też zdobywać jedzenia, więc leżała taka garsteczka (wazyła tylko 1,5 kg) nieszczęścia na stercie śniegu i czekała na najgorsze, nawet podobno nie płakała. Pies ją wywęszył, i zaczał ujadać, wołając swojego pana, żeby przyszedł i to nieszczęście zabrał. I tak Marysia trafiła do domu Lidki (była za slaba, trzeba ją było karmić kroplówą, żeby trafić do pomieszczenia fundacyjnego).
Lidka odkarmiła kotke, rany na ciałku się zagoiły, więc zaczeła szukać dla niej domu.
A ja oczywiście nie planowałam trzeciego kota, ale jak ją zobaczyłam (a przecież wiele kotów w strasznym stanie widzialam) po prostu wiedziałam, że to MÓJ kot! Uparłam się wbrew rozsądkowi i wobec oporu (zupełnie niezrozumiałego Mruga ) domowników, pod koniec marca 2006 roku, pożyczyłam autko od koleżanki i pojechałam po Manie (przez Lidke po królewsku nazwaną Mayo - bo taka porcelanowa laleczka Mruga ) do Torunia.

i tu zaczyna się nowy rozdział w życiu naszym i Mańki
Marysia okazała się kotkiem wyleczonym fizycznie, ale..... nie psychicznie. Mania była zła, obrażona na cały świat, na ludzi, zwierzęta, Mania się bała - bala się wszystkiego i przez to była potwornie agresywna. długo trwało jej oswajanie, kroczek po kroczku, codziennie na siłe do niej przychodziłam (bo Mania na poczatku mieszkała w swoim pokoju i była to jej oaza) mówiłam tłumaczyłam czytałam gadałam... ale Mańka była niewzruszona, warczała jak potężnych rozmiarów pies, rzucała się na każdy gest w jej stronę, ale w końcu nastąpił przełom, zaczeła na mnie włazić jak do niej przychodziłam i ciumkać - to było naprawdę wzruszające!! z kotami poszło jeszcze trudniej, Emiś oczywiscie stwierdził, ze się z nią zaprzyjaźni (moje nawine kocurzątko stwierdziło, że pójdzie mu tak łatwo jak z rudym, ale nie zrażał się, wyśpiewywał jej serenady pod drzwiami, gruchał, gadał - nic), Miszka natomiast po pierwszym obsyczeniu (takim porządnym z wyzwiskami Mruga ) stwierdził, że on się nie zadaje z taką babą, która nie chce się z nim bawić i tak brzydko mówi i jeszcze biiijeeee !!! i po prostu udawał że jej nie widzi Mruga

Oswajanie Mani trwało z pół roku, ale się udało. To znaczy nie obyło się bez wizyt u psychologa i pomocy leków, ale kotka jest z nami. Bardziej z moją mamą niż ze mną (o co jestem na nią obrażona Mruga bo to miał być mój i tylko moj kotek, ale ona postanowiła być kotkiem mojej mamy). Mania jest teraz wszędzie tam gdzie jest moja mama, zawsze jak biała dama za nią, wszędzie i zawsze. Tylko ją ciumka, ją uwielbia, ja jestem ta niedobra co czyści uszy, obcina pazury i takie tam czynności robi.
Koty traktuje podobnie do mnie, generalnie ok, możecie się zbliżyć ale beezz przeesaady, bo się jeszcze zdenerwuję i przywalę Wesoly Mania jest kapryśna, jak prawdziwa dama, ale też ma dosyć prostackie zachowania, jak na przykład lanie dla zabawy po kątach, jest złośliwa i kłótliwa baba, jak przekupa, dlatego została przechrzczona z chińskiej księżniczki Mayo, na zwykłą polską Mańke.

A teraz Mania jest na diecie, skutecznej, to nasz ogromny sukces, bo niestety jak wiele takich byłych bidek, nie poradziła sobie z normalną ilością białka w jedzeniu i wszytko bokami wywaliło, przed dietką Mańka ważyła prawie 7 kilo!!! i ledwo się już ruszała. A od początku roku wcina tylko i wyłącznie Obesity i możemy się pochwalić sukcesami, Mania odzyskuje dawną figurke, waży juz kilogram mniej i jest żywsza, żwawsza i w ogóle lepiej jej, może lepiej uciekać przez chłopakami, ktorych ostatnio jedną z fajniejszych rozrywek było walenie Mani, przewracanie jej, gonienie i wciry... takie tam męskie rozrywki, nie żeby mi się podobały.

i tak to sobie dzień po dniu moje Dworskie stado funkcjonuje, przynosząc wieeele radości i rozrywki swojej paniusi

ach i zdjęcia Mani:
[link widoczny dla zalogowanych] [link widoczny dla zalogowanych]

i Mania w dniu znalezienia
[link widoczny dla zalogowanych]
Nie 12:52, 03 Maj 2009 Zobacz profil autora
Bazylia
Legendarny Kociarz



Dołączył: 17 Sie 2006
Posty: 7257
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 1/3
Skąd: Szczecin

Post
Biedactwo... tyle wycierpiało... Smutny
Zdjęcie z dnia znalezienia Mani... przerazajace. Kto mógł coś takiego zrobić... ludzie sa bezwzględni i strasznie okrutni...

Teraz Mania wygląda na szczęsliwą kotkę. I napewno tak jest Wesoly
A że kocirami rządzi i czasem łapą przywali... eee... u nas tak samo.
To widocznie tak jest jak dwa kocury i kotka jedna.
Co tu będą kocurzyska podskakiwać, kobieta w domu rządzi. Przynajmniej ta kocia.
Wygłaszcz swoje dworkie koty. To rzeczywiście piękne i niepowtarzalne stadko.
Nie 13:38, 03 Maj 2009 Zobacz profil autora
emanka
Ambitny



Dołączył: 28 Kwi 2009
Posty: 266
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warszawa

Post
Bazylia napisał:
Biedactwo... tyle wycierpiało... Smutny


no kobieta po przejściach, dlatego teraz taka wariatka Ya winkles

ale teraz jest bezpieczna i szczęśliwa, no chyba że mi dechy do cna przeleje to lajze osobiście ukatrupie Mruga
Nie 14:26, 03 Maj 2009 Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:    
Odpowiedz do tematu    Forum RAGDOLL'owo, czyli wszystko o RAGDOLLACH Strona Główna » KOT DOMOWY i INNE ZWIERZAKI Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3 ... 17, 18, 19  Następny
Strona 1 z 19

 
Skocz do: 
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Design by Freestyle XL / Music Lyrics.
Regulamin